Zgodnie z zapowiedzią kontynuujemy w drugiej odsłonie cykl publikacji poświęconych zagadnieniu planowania sukcesji – i na wstępie pytanie poniekąd filozoficzne – jak zacząć.
Mam zaszczyt pracować w zespole, z którym od ponad 15 lat tworzymy plany sukcesji. Śmiem twierdzić, że jesteśmy najstarszą grupą prawną w Polsce, zajmującą się nieprzerwanie problematyką planowania spadkowego i sukcesji. Z tej perspektywy doświadczenie tysięcy rozmów poszkoleniowych i setek konsultacji pokazuje, że mało kto przychodzi na spotkanie z gotowymi przemyśleniami. Sama motywacja do spotkania bywa rzecz jasna bardzo różna – od zwykłej chęci poszerzenia wiedzy, po sytuacje, kiedy w otoczeniu doszło do kryzysowego zdarzenia w postaci śmierci kogoś istotnego w naszym życiu i próbujemy uporządkować rzeczywistość. Każdy motyw, który skłoni nas do podjęcia dyskusji na tematy trudne i ostateczne jest cenny, należy jednak przyjrzeć się kilku podstawowym przemyśleniom na start.
Perspektywa końca życia
Przede wszystkim warto wyrzucić z głowy mit, kreowany zarówno przez narrację publiczną, jak też przez różnego rodzaju stowarzyszenia, kluby i instytuty biznesowe. Planowanie sukcesji jest pojęciem szerokim. Nagminne sklejanie słowa „sukcesja” ze słowem „biznes” lub „firma” jest doradczym i społecznym błędem – pójściem drogą na skróty. Planowanie sukcesji dotyczy każdego, niezależnie czy jestem przedsiębiorcą, czy rentierem, czy pracuję na etacie, czy jestem emerytem – wracamy do wspólnego mianownika, którym jest wspomniana w pierwszej części perspektywa końca życia.
Oczywiście rozumiem, że rynkowo praca wyłącznie z przedsiębiorcami wydaje się być bardziej lukratywna, pozwalająca rozwinąć skrzydła pięknej psychologicznej narracji i ideologicznej obudowie, obliczonej na emocje właścicieli firm. Prawda bywa dużo bardziej trywialna – przekazanie biznesu, nawet świadome, zaplanowane i przeprowadzone pod czujnym okiem specjalistów – to często nie jest pełny plan, mimo faktu, że będzie uwzględniał również grono rodzinne, zaangażowanie i kompetencje następców, czy dobre samopoczucie samych właścicieli.
Planowanie i analiza majątkowa
Planowanie sukcesji należy rozpocząć od bardzo przyziemnej analizy majątkowej i – z braku lepszego słowa – „ludzkiej” czy też rodzinnej. Dlatego kiedy do naszej kancelarii przychodzi klient-przedsiębiorca, oczytany w artykułach i osłuchany na przeróżnych spotkaniach biznesowych – i na początku rozmowy słyszy banalne pytania o stan cywilny, skład rodziny, czy rozlokowanie majątku w ramach relacji, w której pozostaje – nierzadko pada lekko zniesmaczone lub oburzone zdanie – „Nie, nie chcę rozmawiać o sprawach prywatnych, skupmy się na sukcesji firmy”. Nasza odpowiedź brzmi wówczas najczęściej – „Albo rozmawiamy o wszystkim, albo zapraszamy do innej kancelarii”.
Dlaczego tak? Ponieważ prawidłowo i kompletnie skonstruowany plan sukcesji łączy w sobie znacznie więcej zagadnień niż najlepiej nawet przygotowane przekazanie firmy i – co warto podkreślić z całą mocą – nie dotyczy jedynie przedsiębiorców.
Czy spokój i komfort w rodzinie jest zarezerwowany tylko dla właścicieli firm? Czy jedyny liczący się majątek, to wyłącznie własny biznes lub pokaźny zestaw nieruchomości?
Czy rentier ma inne problemy i dylematy w relacjach rodzinnych niż człowiek, którego jedynym majątkiem jest mieszkanie obciążone kredytem hipotecznym?
Rozumiem oczywiście, że zapewne każdy doradca, z uwagi na własny interes, chciałby mieć za klientów wyłącznie osoby z segmentu bankowości prywatnej, czy też świadomych prawnie i podatkowo dużych przedsiębiorców. Życie wygląda jednak inaczej.
Po pierwsze – każda sukcesja ma znaczenie…
Po drugie – doświadczenie setek, jeśli nie tysięcy rozmów z klientami pokazuje, że świadomość przedsiębiorcy, rentiera i szeregowego obywatela tego kraju naprawdę niewiele między sobą się różnią – i tak, mam świadomość, że teza ta może być niepopularna. Fakty są jednak takie, że brak podstawowej wiedzy prawnej, brak spojrzenia na rodzinę i majątek w perspektywie czasowej dłuższej niż maksymalnie 3 lata, brak świadomości na temat faktycznych relacji majątkowo-osobistych, brak wiedzy na temat rzeczywistych ról określonych narzędzi prawnych i finansowych – dotyka większości naszego społeczeństwa i to całkowicie niezależnie od tego kim jesteśmy, czy jaką skalę majątkową sobą reprezentujemy.
Zatem krok pierwszy planu sukcesji – pozbądźmy się elitarystycznego nastawienia. Ten problem dotyczy każdego i należy do niego zawsze podejść z szacunkiem, bez apriorycznych założeń, że rozmiar i rodzaj majątku świadczą o czymkolwiek.
Dlatego właśnie rzetelna rozmowa o sukcesji zaczyna się od podstawowych pytań:
- Jak wygląda mój majątek?
- Czy mój majątek tak naprawdę jest mój?
- Jak wygląda skład mojej rodziny?
- Jak wygląda skład tej rodziny, w obliczu charakterów, chęci, możliwości, zdolności i perspektyw, kiedy zdejmiemy już różowe okulary dobrego samopoczucia?
- Jak widzę przyszłość mojej firmy (o ile jestem przedsiębiorcą)? – Jak widzę moją własną przyszłość? Bo to pytanie często najtrudniej sobie zadać.
- Jakimi narzędziami prawnymi i finansowymi już zabezpieczam swoją sukcesję? – To akurat pytanie ryzykowne, bo najczęstsza odpowiedź realnie brzmi – żadnymi.
Jak mogą wyglądać odpowiedzi na te pytania i jak od pytań i odpowiedzi przejść do rzeczywistych działań – o tym w kolejnych częściach cyklu. A tymczasem pamiętajmy – sukcesja jest zagadnieniem dla każdego.
Paweł Miszkurka – LTF Sp. z o.o. Advisers Group